top of page
Szukaj

Gody

Zanim przyszły święta




Zanim pojawiła się Wigilia, zanim zapłonęły aniołki na choinkach, były Gody.Święto starsze niż chrześcijaństwo, starsze niż Kościół, starsze nawet niż nasze dzisiejsze wyobrażenie o „świętach”.

Gody były czasem przesilenia zimowego – momentem, w którym noc była najdłuższa, a od następnego dnia światło zaczynało odzyskiwać przewagę nad ciemnością. I to właśnie zwycięstwo światła było ich głównym sensem.

Ale nie tylko w sensie astronomicznym.


Święto godzenia się

Samo słowo Gody nie oznaczało zabawy ani uczty.Oznaczało godzenie się.

W tym czasie: kończono spory, darowywano winy, jednano ludzi i całe rody, zawierano zgody i obietnice na nowy cykl życia.

Nie wolno było wejść w nowy rok z konfliktem.

Nowy porządek roku wymagał czystych relacji. To był moment, w którym zgoda między ludźmi była równie ważna jak powrót słońca.


Życie zamiast lęku

Gody były też świętem życia i płodności – paradoksalnie właśnie w środku zimy.

Było w nich, ciepło ognia, bliskość ludzi, radość, śmiech, muzyka, miłość rozumiana bardzo dosłownie.

Seks nie był grzechem ani wstydem.Był aktem podtrzymania życia wtedy, gdy świat był najbliżej śmierci.Poczęcie w czasie Godów uważano za dobre i mocne.

Kobiety obdarowywały się symbolami płodności i życia.Nie wulgarnością – afirmacją ciała i mocy rodzenia.


Drzewko, ogień i… diabełki

Na drzewkach – przodkach dzisiejszych choinek – wieszano: świeczki, ogień, symbole chaosu, diabełki.

Nie jako zło absolutne, ale jako siły starego świata, które należało oswoić, wyśmiać, wprowadzić do nowego porządku.

Diabełek nie był wrogiem światła. Był tym, co światło miało pokonać.

A ogień i świeca? To był prosty, czytelny znak:

światło wraca, noc się cofa, życie trwa

A potem przyszła zmiana

Gdy Kościół przejął to święto, nie zniszczył go. Zrobił coś innego – zmienił znaczenia. Mówiłem o tym całą swoją prelekcję, na którą zapraszam pod tym linkiem.


Światło zostało. Drzewko zostało. Świece zostały. Wspólna uczta została.

Ale diabełki… zniknęły.

Zastąpiły je aniołki.

Nie oceniam. Zostawiam to pod rozwagę.

Może chodziło o to, by usunąć chaos. A może o to, by zapomnieć, że światło naprawdę wygrywa dopiero wtedy, gdy ma z czym wygrać. A może po prostu światło miało wygrać nad posłańcami prawdy?


Gody nie były ani „pogańską rozpustą”, ani naiwną sielanką. Były mądrym świętem przejścia: od ciemności do światła, od konfliktu do zgody, od starego do nowego.

I być może dlatego wciąż gdzieś pod spodem je czujemy. W potrzebie pojednania. W tęsknocie za prostym światłem. W przekonaniu, że

bez zgody między ludźmi żadne święto nie ma sensu.

Bo Gody to nie była dekoracja. To był moment, w którym świat zaczynał się od nowa.

 
 
 

Komentarze


​© 2020 by Engel und Iarius.

Proudly created with Wix.com

  • Facebook Social Ikona
bottom of page